Myśmy poznali i uwierzyli miłości jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu a Bóg trwa w nim.(1 J 4,16)

„Miłość! Oto słowo, które ma być przekazywane duszom. Jest bowiem potężnym lekarstwem na zło, które niszczy, jest ogniem gorejącym, które rozpali ten zimny, egoistyczny świat. Miłość jest twoją nadzieją…”!

(Matka Ludwika Małgorzata Claret de la Touche, 1900-1901)


wtorek, 9 marca 2010

Najśw. Serce Jezusa a kapłaństwo cz. 2

ZASADNICZA ŚWIADOMOŚĆ:
KAPŁAN JEST STWORZENIEM NIESKOŃCZONEJ MIŁOŚCI

Od wieczności trwał Bóg w pokoju. Jednak z Jego Serca wypływała Nieskończona Miłość: dobył z nicości - mocą swoje­go Słowa - niezrównane dziwy, a na koniec stworzył człowieka - pana stworzenia.
Nikt nigdy nie zdoła wypowiedzieć, co wypłynęło z Serca Boga na korzyść tego uprzywilejowanego stworzenia. Nieskoń­czona Miłość przybrała różne formy: była szlachetna, wspa­niała - jak miłość boska, przewidująca i roztropna – jak miłość ojcowska, delikatna i głęboka - jak miłość matczyna. Człowiek został ubogacony wszelkimi darami łaski i piękna.
Miłość udzielała się w dalszym ciągu, niewyczerpanie, stopniowo i niespodziewanie, jako miłość naprawiająca, za­chowująca, życiodajna: jako miłość opiekuńcza, przebaczająca, wyczekująca, jako miłość, która okupuje, oczyszcza i zbawia.
Chrystus, Zbawiciel i Wcielona Miłość, przyszedł na ziemię. Żył jak człowiek, doznawał naszych cierpień, rozumiał potrzeby człowieka. Nade wszystko niesłychanie kochał ludzi, z którymi zjednoczył się tak ściśle.
Miłość Nieskończona tryskała z Jego Serca; potrzebował kogoś, kto by kontynuował Jego dzieło na ziemi, kto wychodziłby naprzeciw potrzebom człowieka, by podtrzymywać, oświecać, przypominać Mu Boga - w tym celu stworzył kapłana!
Wydało mi się potrzebne przytoczenie przydługiego cytatu otwierającego pierwszy rozdział książki Najśw. Serce a kapłań­stwo (II Sacro Cuore e U Sacerdozio). W tych słowach czuje się prawie wibrację duszy Matki Ludwiki Małgorzaty prezentują­cej te refleksje, które okupiła licznymi cierpieniami, oczekując nadaremnie - przez dziesięć lat - zanim zrozumiała, że nie O. Charrier, jej duchowy kierownik, lecz ona sama jest powoła­na do przekazania tych przemyśleń.
Gdyby tę książkę przygotował O. Charrier, jak miała początkowo nadzieję, wówczas mielibyśmy dzieło opracowa­ne solidnie, rygorystycznie z teologicznego punktu widzenia. Ale co stałoby się z tym, co ona i tylko ona sama - dzięki mistycznemu darowi, jakim ją Bóg obdarzył - mogła przekazać w tak przenikliwy sposób? Nie mielibyśmy prawdopodobnie obrazu kapłana tak głęboko złączonego z Najśw. Sercem Jezu­sa, jak ona umiała to ukazać.
Obszerny cytat pozwala zrozumieć sekret kapłańskiej mocy, która wypływa z samego źródła Miłości, czy - jak ona chętniej powiada - z Miłości Nieskończonej czy to w akcie twórczym, czy też w ustawicznej asystencji w ciągu życia. Kiedy Matka przytacza różne racje świętości życia kapłana, przerastania siebie, przebaczania, ofiarności, służenia, zdoby­wania różnych cnót, łatwiej to wszystko zrozumieć na tle Miłości, jako niezbędnej odpowiedzi na te boską miłość i zara­zem przejąć się nią do głębi.
Uderza zwięzłość myśli Matki Ludwiki Małgorzaty. W pa­ru zdaniach przechodzi od rozważania wieczności Boga do aktu stworzenia kapłana. Można by się spodziewać wielu pośred­nich refleksji, które ona pomija; niemniej zatrzymuje się nad bolesnymi dziejami grzechu, co również może być dobrym przedmiotem rozważania, skoro dzieło Chrystusa - a także kapłana - wiąże się ściśle z dziejami grzechu.
Matka Ludwika Małgorzata nie zamierzała napisać książki erudycyjnej, czuła, że winna podzielić się tym, co długo w niej dojrzewało, i to nie w celu pokazania siebie, lecz pod wpływem posłuszeństwa wewnętrznemu głosowi Boga, aby Dzieło, które miała zapoczątkować pod wpływem zachęty ze strony Boga, miało przynajmniej taki fundament. Można powiedzieć, że przynaglało ją postawienie w centrum Miłości Nieskończonej, jako motoru życia, stworzenia, zbawienia, a zarazem kapłaństwa.
Czytelnik, zwłaszcza kapłan, powinien umieć skorzystać z tego, co tu podsunięto, by jak najbardziej zbliżyć się do tajemnicy Boga, zaprezentowanej w całym dynamizmie, o któ­rym upewnia nas również Pismo Święte, czyli do miłości.
Czyż św. Jan nie mówi: Bóg jest miłością: kto trwa w mi­łości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (l J 4, 16). Te słowa św. Jana mówią o wyjątkowo owocnym spotkaniu z Bogiem, od chwili uświadomienia sobie tego; tak właśnie interpretuje­my nasze spotkanie z Bogiem, podkreślając egzystencjalne znaczenie tego spotkania podtrzymującego nasze życie.
Słowa św. Jana wyrażają jeszcze co innego, a mianowicie, że Bóg istniejący sam z siebie - poza i ponad czasem - jest wiecznym Dobroczyńcą swojej Miłości. I to przede wszystkim odczuwa w sobie Matka Ludwika Małgorzata i pragnie powie­dzieć, że na dar kapłaństwa nie należy patrzeć jako na fakt historyczny (Ostatnia Wieczerza Jezusa identyczna z Jego śmiercią na krzyżu), lecz również jako na fakt wieczny. Bardzo ważne jest, by ta myśl przenikała kapłana i kształtowała go. Będzie to miało liczne i pozytywne konsekwencje. Plan Boga względem nas dochodzi do nas poprzez dzieje Zbawienia w po­wiązaniu z czasem i, rzec można, uwalnia się od czasowego uwarunkowania, wznosi się do ujawnienia ukrytych wznios­łych prawd otwierających nowe horyzonty i zdumiewające niespodzianki miłości. Ogrom wszechświata, obejmującego wszystko, co istnieje, ulega uproszczeniu w wizji Boga wiecz­nego, poznającego wszystko nim zaistnieje.
Niełatwe jest osiągnięcie tej dojrzałości: Matka Ludwika Małgorzata proponuje wierzącemu, zwłaszcza kapłanowi, by uświadomił sobie, iż jest znany Bogu od wieków, zatem jest chciany i nigdy nie jest zdany na siebie samego.

JEZUS WZOREM MIŁOŚCI I ŻYCIA

Cała myśl Matki Ludwiki Małgorzaty obraca się wokół tej prawdy: Jezus jest jedynym wzorem dla kapłana, tak pod względem wewnętrznego dynamizmu (czyli miłości), jak i ze­wnętrznego wyrazu tego dynamizmu, czyli życia. Niełatwo jest zreasumować myśl Matki, aczkolwiek wyrażona jest ona w prosty sposób - Matkę charakteryzuje bowiem prosty i jasny sposób pisania - z racji obszerności i głębi, typowej dla intuicji opartej na Piśmie Świętym i zarazem przesyconej kontemplacją.
Matka nie zajmuje się analizą tajemnicy Chrystusa, jak to czyni dogmatyka, lecz jej głęboka, egzystencjalna rzeczywistość oparta jest na konkretnym doświadczeniu każdego dnia, w celu ukazania kapłana jako wzorcowego modelu kontynu­ującego dzieło Jezusa-Kapłana.
Jezus przyszedł na ten świat, by rozniecić ogień miłości - to wyrażenie powtarza się często. Teraz pragnie, by kapłan kontynuował Jego dzieło, dlatego przyciąga kapłanów do swe­go Serca, by wzbudzić w nich te same impulsy miłości.
W zapisie z 1902 r. czytamy następujące znamienne słowa:
Kościół, to wielkie żywe dolo. Jezus Chrystus jest Głową tego Ciota: swoją boską mądrością kieruje wszystkim bardzo roztropnie. Jego Nieskończona Miłość - to Jego Serce; całe życie wypływa z serca. Z tego też względu trzeba, aby podobnie działo się w Kościele!
Kapłaństwo to krew dająca życie ciału; kapłan winien ustawicznie zbliżać się do Serca, czyli do Miłości Nieskończo­nej, aby mieć życie i obdzielać nim bez ograniczeń. Zarazem winien zwracać się do Głowy, do Jezusa Chrystusa, by to dążenie przekazywać do wszystkich części ciała. Kapłaństwo podobne jest do limfy ożywionej miłością, powinno przenikać cały Kościół; musi jednak być czyste, ciepłe, czerwone, by mogło przekazywać świętość. Tylko pozostając w ustawicz­nym kontakcie z Sercem, z Miłością Nieskończoną, podtrzymu­je i ukazuje niezbędne zalety (Nota z 1902 r.).
Cytat ten daje okazję do pewnych interesujących spo­strzeżeń. Przede wszystkim wizja Kościoła jako ciała. Jest to obraz z Pisma Świętego, aczkolwiek całkowicie intuicyjny
- z przymiotnikiem żywe, bardzo dynamiczny, pomijający rygory struktury na rzecz jedności i wspólnotowości. Jeśli uprzytomnimy sobie, iż Matka pisze te słowa w 1902 r., w cza­sie, gdy eklezjologia była pod wpływem wizji Kościoła ja­ko struktury hierarchicznej, to budzi podziw ta właśnie in­tuicja akcentująca kapłaństwo witalne, otwarte na potrzeby bliźnich.
W takim Kościele, żywym ciele, jest Głowa - Jezus Chrys­tus, który kieruje wszystkim w sposób mądry, jest Serce, czyli Nieskończona Miłość. Całe życie wypływa z serca, zatem
- dodaje Matka - konieczne jest jak najwięcej miłości w Koś­ciele! To spostrzeżenie na pierwszy rzut oka wydawać się może zwyczajne i banalne, dotyka jednak fundamentalnego aspektu Kościoła, uwidacznia wewnętrzne, ożywiające dążenie, bez którego nie ma wspólnotowości i bez którego nie można pełnić właściwego zadania. To coś więcej niż zwykłe spostrzeżenie! Jest to intuicja naświetlająca całą rzeczywistość Kościoła, zwraca uwagę na bezsens jakiegokolwiek działania nie wy­pływającego z miłości, która jedynie nadaje sens wszystkiemu! Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,5) wzięte są w aspekcie przemijającym, gdzie Boski Mistrz daje siebie jako moc zapew­niającą owocność - poprzez Ducha Świętego. Matka Ludwika Małgorzata nie mogła wówczas wiedzieć, że jej Wielka Rodaczka, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, myś­lała podobnie i swoją myśl przedstawiła w sugestywnej Auto­biografii. Tak faktycznie pisała, a jej myśl obiegła cały świat, pobudzając wiele serc do umiłowania Boga:
Miłość dała mi klucz do mojego powołania. Zrozumiałam, że jeśli Kościół jest ciałem złożonym z wielu członków, to również musi posiadać najgodniejszy i najbardziej potrzebny organ: zrozumiałam, że Kościół posiada serce, które płonie miłością.
Zrozumiałam, że tylko miłość aktywizuje członki Kościoła i gdyby zabrakło tej miłości, zamknęłoby głoszenie Ewangelii, męczennicy wzbranialiby się poświęcać swoją krew... Zrozu­miałam, że miłość ogarnia wszystkie powołania, zrozumiałam, że miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i wszystkie miejsca, jednym słowem - miłość jest wieczna. Wówczas w przy­pływie szalonej radości zawołałam: „Jezu, moja Miłości, naresz­cie zrozumiałam moje powołanie - moim powołaniem jest miłość!" (Autobiograficzny manuskrypt B).
Całe życie wypływa z serca - pisze M. Ludwika Mał­gorzata w przytoczonym cytacie i dodaje: Kapłaństwo jest jak krew dająca życie ciału: życie winno nieustannie kierować się ku sercu, to znaczy ku Miłości Nieskończonej, aby móc je posiadać i obdzielać nim bez ograniczeń. Między Jezusem a kapłanem musi zachodzić ścisła więź! Jesteśmy tu w dosko­nałej harmonii z Ewangelią, gdzie - wg św. Jana - Jezus posługuje się słowem przyjaźń, które nie tylko wyraża Jego stosunek do Apostołów, ale zarazem ujawnia nowość kapłaństwa Nowego Przymierza opartego na głębokiej przyjaźni i wzajemnym oddaniu się!
Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznaj­miłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15, 15). Kapłaństwo, zdaniem M. Ludwiki Małgorzaty, opiera się na wzajemnej wymianie: Jezus przekazuje kapłanom tajemnice Boże i dzięki temu kapłan zbliża się przeobficie do Boga. Tylko w ten sposób staje się autentycznym reprezentantem Jezusa i skutecznie pełni Jego posłannictwo.
Matka Ludwika Małgorzata patrzy na Jezusa i nie tylko poprzez serce, również intelekt jest potrzebny do spotkania z Jezusem. Powiada bowiem, że kapłan winien nieustannie być zwrócony ku dowie, ku Jezusowi Chrystusowi, by następnie to nastawienie przekazywać wszystkim częściom data, którymi jest Kościół. Jeśli z racji akcentowania roli serca ktoś mógłby ją posądzić o sentymentalizm, to powinien zapoznać się z takimi wypowiedziami, jak przytoczona. Zrozumie wówczas, iż ten mocny impuls skierowania ku Jezusowi nie daje uprzywilejowa­nej pozycji sentymentowi, ale podkreśla potrzebę bliskości z Je­zusem, by swojemu działaniu nadać jeszcze większą przenik­liwość i wielkoduszność. Proponowany kontakt ogarnia całe życie kapłana, całą jego osobę, wszystkie jego uzdolnienia tak intelektualne, jak i wolitywne. Kapłan winien kierować się nie tylko sercem, ale również jasnym umysłem oceniać, co należy czynić, np. jakimi posłużyć się słowami, jakimi metodami, w ja­kim czasie, by jak najbardziej unaocznić odkupieńczą miłość Chrystusa objawiającą się w przedziwny sposób poprzez miło­sierdzie.
Tylko ustawiczny kontakt z Głową i Sercem Kościoła ułatwi kapłanowi tę niezbędną przemianę, tak iżby nie on działał, ale Chrystus w nim. W gruncie rzeczy to samo mówi Sobór, po­zwalając sądzić, iż doktryna M. Ludwiki Małgorzaty wcale nie jest przestarzała: Jeśli prawdą jest, że Bóg może realizować swoje dzieło zbawienia również poprzez niegodne sługi - to niemniej - na ogół woli okazywać swoją wielkość poprzez tych, którzy są bardziej podatni na impulsy i pokierowanie Ducha Świętego, którzy mogą powiedzieć za Apostołem Pawłem „Teraz zaś już nie ja- żyję, lecz żyje we mnie Chrystus" (Ca 2, 20) (Presbyterorum Ordinis, 12).
Matka Ludwika Małgorzata pragnie, aby wszyscy kapłani osiągnęli taki właśnie stopień zjednoczenia z Chrystusem.